Plik slaskie szwagry mix3.mp3 na koncie użytkownika michalszasz121 • folder ♪♫ mixy - slaskie wiazanki ♪♫(1) • Data dodania: 7 lut 2012 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. Plik jacek kierok Czarna Madonno.mp3 na koncie użytkownika midik • folder mix • Data dodania: 5 kwi 2012 Plik slaskie szwagry mix 1.mp3 na koncie użytkownika michalszasz121 • folder ♪♫ mixy - slaskie wiazanki ♪♫(1) • Data dodania: 7 lut 2012 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. Wyprzedaż karm bez strączkowa bażant gołębie paw 25kg okazja. 89 zł. Przyszowice - 27 września 2023. Siatka balkonowa. Gołębie, koty. Montaż. Gliwice, Kopernika - 28 sierpnia 2023. 1. 2. Plik Slaskie Szwagry Pokochaj zycie.mp3 na koncie użytkownika rebellious11 • folder Śląskie Szwagry • Data dodania: 17 lut 2012 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. Plik slaskie szwagry wszystkie golebie slaska [www.djoles.pl].mp3 na koncie użytkownika barabba • folder Piosenki o Gołebiach • Data dodania: 8 lis 2018 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. Plik 20 slaskie szwagry wszystkie golebie slaska.mp3 na koncie użytkownika daniela.77 • folder Slaskie • Data dodania: 11 kwi 2011 Plik SLASKIE SZWAGRY Wszystkie golebie Slaska.mp3 na koncie użytkownika edi4 • folder Śląskie Szwagry • Data dodania: 17 paź 2013 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. Plik Biesiada Slaska Na działkach wesele.mp3 na koncie użytkownika Sloneczkoaniolka • folder SLASKIE SZWAGRY • Data dodania: 11 gru 2010 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. Plik Wspomnienia o Matce =polonia=mama= Maria Parma.mp3 na koncie użytkownika borowski9512 • folder muzykaMP3 • Data dodania: 19 mar 2011 0EtSISE. Nawet 30 tysięcy gołębi pocztowych z woj. śląskiego mogło zginąć w nawałnicach, które podczas weekendu przeszły nad południową z całego regionu załamują ręce. Stracili połowę swoich najcenniejszych okazów. Winą za straty nie obarczają jednak fatalnej aury, a zarząd katowickiego okręgu Polskiego Związku Hodowców Gołębi doszło do ptasiej katastrofy? Otóż, jak co roku, gołębie z woj. śląskiego wywieziono do niemieckiego Scheningen. 50 tysięcy ptaków miało stamtąd lecieć do Polski. Prognozy pogody były fatalne dla całej Europy. Mimo tego przedstawiciele katowickiego zarządu PZHGP zdecydowali się wypuścić ptaki do lotu. Pokonanie niespełna 600 kilometrów powinno zająć gołębiom kilka godzin. Tymczasem od soboty na Śląsk wróciły tylko nieliczne. Gdzie jest reszta? Hodowcy nie mają złudzeń - prawdopodobnie padły z wyczerpania, lecąc nawałnicach i gradobiciach. 80 km/h to średnia prędkość gołębia w locie, ale przy sprzyjającym wietrze może być i 130- Myśleliśmy, że ludzie w zarządzie są poważni i potrafią prawidłowo oceniać warunki. Powinni podać się do dymisji - nie kryje wściekłości Rudolf Babczyk z Katowic, który stracił 24 z 31 wysłanych do Niemiec ptaków. - Nasze gołębie zginęły przez ludzką ignorancję. Ten lot można było odwołać nawet w ostatniej chwili - komentuje kolejny z hodowców, który stracił ponad 40 o wypuszczeniu gołębi do lotu każdorazowo podejmuje wiceprezes ds. lotów organizującego przedsięwzięcie okręgu. Jak mówią hodowcy, w tym przypadku, po protestach jadących w transporcie konwojentów, konsultował się on z przebywającymi w Polsce władzami okręgu. - Nic o tym nie wiem. Pogoda była dobra aż do Wrocławia, dopiero tam nastąpiło jej załamanie - broni się Alojzy Lepiarczyk, prezes katowickiego okręgu wersji nie potwierdza jednak Jan Matys, szef okręgu PZHGP w Opolu. Stamtąd do Scheningen wysłano około 25 tysięcy ptaków. Wszystkie wróciły cało do domów, bo władze okręgu nie zdecydowały się podjąć ryzyka i już w Niemczech zawróciły transport do Ten lot nie miał sensu. Na całej trasie panowały takie warunki, że nie było szans, aby gołębie mogły bezpiecznie wrócić - ocenia Jan od kilku dni nawałnice zniszczyły nie tylko domy, drogi i mosty na południu Polski. Przyniosły też zagładę tysiącom najlepszych ze śląskich gołębi pocztowych. Ich właściciele winą za tę niepotrzebną hekatombę obarczają jednak nie aurę, lecz ludzi, czyli zarząd katowickiego okręgu Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych. Niektórzy zapowiadają nawet skierowanie sprawy do zginęły podczas zawodów. Miały do pokonania niespełna 600 kilometrów z niemieckiego Scheningen. Wedle klasyfikacji związku był to tzw. lot długodystansowy (powyżej 500 km) - aby ptak został sklasyfikowany w Mistrzostwach Polski, musi zaliczyć dwa takie loty (a w sumie osiem na różnych dystansach). Dwa tygodnie temu śląskie gołębie już raz pokonały trasę ze Scheningen. Wówczas najlepszym "sprinterom" zajęło to niecałe pięć godzin. Tym razem wypuszczono 50 tysięcy gołębi. To była elita skupiającego 49 lokalnych oddziałów katowickiego okręgu PZHGP. Jednak drogę na Śląsk znalazła jedynie garstka ptaków. Niektóre błąkają się po całej zachodniej Polsce (hodowcy od soboty odbierają telefony od osób, które znalazły nieliczne, wycieńczone ptaki), ale o większości gołębi słuch kompletnie zaginął. - Z moich 18 wysłanych ptaków nie wrócił jeszcze ani jeden. Wskutek błędnej decyzji zarządu na naszych oczach dokonuje się agonia najlepszych śląskich gołębi - nie kryje rozżalenia hodowca z Rudy ptaki nie wróciły? Przecież gołąb pokona upał i przeciwny wiatr. - Z deszczem i gradem sobie jednak przy dłuższym dystansie gołąb nie poradzi. Zamokną mu skrzydła i po prostu spadnie, albo w najlepszym razie straci orientację. A że są to ambitne ptaki, więc mimo złych warunków starają się dalej lecieć i w efekcie giną te najlepsze - tłumaczy przyczyny tej katastrofy Jan Matys, prezes okręgu PZHGP w Opolu. Opolskie ptaki również miały lecieć ze Scheningen, ale ze względu na fatalną pogodę w ostatnim momencie władze okręgu zdecydowały się zrezygnować ze władze katowickiego okręgu nie postąpiły tak samo?- Nasze gołębie nie pierwszy raz leciały w takich warunkach. Trzy tygodnie temu podczas lotu ze Świnoujścia było jeszcze gorzej. Poza tym każdy wiedział, jakie są warunki. Nie musiał wysyłać całego stada. Czemu zresztą nie było jakiś gremialnych protestów na miejscu? - dopytuje Alojzy Lepiarczyk, prezes okręgu PZHGP w tłumaczy prezes, decyzje o starcie podjął na miejscu jego zastępca ds. lotów. Zaprzecza zarówno temu, aby obaj konsultowali się w tej sprawie, jak też temu, jakoby część jadących z transportem konwojentów protestowała przeciwko puszczaniu ptaków w tak fatalną Gdyby był jakiś gremialny sprzeciw, to na pewno byśmy go uwzględnili - zarzeka się Alojzy Kiedy mój konwojent próbował przekonywać, by przełożyć start, został uznany za prowodyra jakiegoś buntu. A sami nie mogliśmy uniemożliwić startu. To był lot okręgowy, więc decyzja nie należała do nas. Gdybyśmy na własną rękę zatrzymali start gołębi z naszego oddziału, to automatycznie zostalibyśmy wykluczeni przez okręg z Mistrzostw Polski - replikuje jeden z hodowców. Co dalej? - Mieliśmy jeszcze do rozegrania sześć lotów, ale jak brać w nich udział, skoro zostaliśmy bez gołębi? - pyta Rudolf Babczyk z Katowic. Hodowców najbardziej boli to, że tę masakrę zawdzięczają takim jak oni sami miłośnikom ptaków. Kolegom ze związku. Jego Własny zarząd położył nas na łopatki. Po czymś takim powinien podać się do dymisji - ostro atakuje Rudolf Babczyk. Śląscy hodowcy liczą straty i zastanawiają się nad oddaniem sprawy do stratDokładnych danych, obrazujących pełną skalę tej ptasiej katastrofy, jeszcze nie jednak, że do poniedziałkowego popołudnia nie wróciło jeszcze nawet 25 procent ptaków. To limit konieczny do tego, aby osiągnąć tzw. bazę, czyli limit uprawniający do oficjalnego zaliczenia lotu w klasyfikacji Mistrzostw Polski. Sobotnia katastrofa praktycznie pozbawia naszych hodowców szans, by odegrać jeszcze jakąkolwiek poważną rolę w tegorocznych zawodach. Nawet jeśli uda się odnaleźć część Hodowla to nie tylko hobbySzczęściem jest to, że spora część gołębi jednak pozostała w te słabsze, których nie zdecydowano się wystawić do zawodów, oraz tzw. roczniaki, czyli młode ptaki. Wyhodowanie z nich jednak godnych następców tych, które zginęły, potrwa przynajmniej dwa - trzy lata. Pochłonie też spore pieniądze. Najwięcej będą musieli wydać ci, którzy nie czekając na własny przychówek będą chcieli uzupełnić zdziesiątkowane stada. Za parkę młodych gołębi trzeba zapłacić około stu złotych, dorosły ptak kosztuje już od 500 do 1000 złotych, a wśród hodowców znana jest historia supergołębia, za którego podczas wystawy we Wrocławiu niemiecki hodowca wyłożył równowartość mercedesa! Pieniądze to jednak nie wszystko. Dla śląskich hodowców gołębie to nie tylko zwykła pasja. To także część tutejszej tradycji. Gołębnik, podobnie jak familok czy kopalniany szyb, to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów śląskiego krajobrazu. Dlatego hodowców tak bardzo boli to, co się stało w sobotę. Wpisz swój e-mail Niepoprawny adres email Aleksandrów Łódzki, zgierski, łódzkie Gołębie Budapeszty Różne Wysyłka Witam posiadam do sprzedania i za 20 zł Warszawa, Śródmieście, mazowieckie karmnik na szybę szyby przezroczysty akryl akrylowy przyssawki wiszący Witamoferuję przezroczysty karmnik dla z można zawiesić na łańcuszku lub na przyssawce przymocować do karmnik 37 zł hodowanie gołębi - obyczaje Kiedy ktoś na Górnym Śląsku posiada hobby graniczące z obsesją, można powiedzieć, że ma ptoka. Ptok może być schowany w kartach, pasji wędkarskiej, muzycznej lub sportowej. Ale jest takie śląskie hobby, które dotyczy ptaka bezpośrednio – gołębiarstwo, z którym Śląsk kojarzony jest bardzo silnie. Powszechne jest przekonanie, że gołębie pojawiły się tu wraz z weteranami I wojny światowej, którzy ptasiego bakcyla złapali służąc gdzieś w znanej z hodowców Belgii czy pobliskiej Westfalii. Prawda jest nieco bardziej wiejskich terenów Śląska znali gołębie znacznie wcześniej. Od niepamiętnych czasów można je było nabyć na targu w Rybniku, Pszczynie czy Raciborzu, bo dawny gołąb miał przede wszystkim znaczenie konsumpcyjne. Za sprawą łatwej hodowli, niewielkich wymagań i jeszcze mniejszych rozmiarów posiadał cechę bardzo ważną dla mieszkańców ziem często nawiedzanych przez wojny. Podobnie jak kozę, królika, kurę czy pojedynczo trzymaną świnię można go było szybko zabić i zjeść, zanim zdążyła to zrobić kolejna wygłodniała armia przechodząca właśnie przez Śląsk. Na początku XIX wieku Śląsk dorobił się nawet własnej rasy gołębia: dziś znanego jako garłacz górnośląski koroniasty zwany przez miejscowych sztajfem. Do miast gołębie trafiły w drugiej połowie XIX wieku, gdy powstawać zaczęły przykopalniane i przyfabryczne osiedla patronackie. Najpierw powstało osiedle na terenie dzisiejszej Rudy Śląskiej - tam w 1867 roku zamieszkali robotnicy kopalni "Gotessegen", kilkanaście lat później funkcjonowało już osiedle "Kaufhaus", jeszcze później - "Ficinus". Na początku XX wieku w Rokitnicy swoje osiedle wybudowali Ballestremowie, w Zabrzu - Donnesmarckowie wznieśli Zandkę czyli Osiedle Piaskowe. Gwałtownie rozwijający się przemysł potrzebował robotników, którym przydzielano nie tylko mieszkanie w familoku, ale także niewielki chlewik na podwórku. Poddasze takiego chlewika świetnie nadawało się na gołębnik, gołąb zaś – na niedzielny obiad. Jeżeli robotnik pochodził ze śląskiej wsi – z gołębiem był już zaprzyjaźniony od dawna, jeżeli przybył z Westfalii – także mógł szczerze lubić tego ptaka. Ptaki w dziewiętnastowiecznych kopalniach były zresztą dobrze znane, choć w tym przypadku górnicy współpracowali nie z gołębiem, lecz z kanarkiem. Gdy trzymany w podziemnych chodnikach kanarek zdychał, oznaczało to, że napływ metanu jest duży i należy jak najszybciej opuścić podziemia. Pierwsi stosowali takie rozwiązanie górnicy z Walii; do dziś zresztą w języku angielskim obecny jest zwrot „a canary in a coal mine” oznaczający coś, co ostrzega przed niebezpieczeństwem. Może z tego właśnie powodu górnicy pokochali gołębie, hutnicy zaś – niewiele im w tym uczuciu ustępowali. Pierwsze związki hodowców gołębi na terenach dzisiejszej Polski powstały więc tutaj: w Zabrzu - w roku 1905 i w Królewskiej Hucie (1911). Na Śląsku zaczęto szanować ptaki nie tylko ze względu na ich mięso, lecz również z powodu niezwykłej umiejętności powracania z bardzo odległych miejsc – nawet dwóch tysięcy kilometrów. Pojawiły się bowiem gołębie pocztowe czyli po śląsku - złote czasy dla śląskich gołębi nadeszły zaraz po I wojnie światowej. Wojna ta zresztą rozsławiła ptaki na niespotykaną dotąd skalę, bo w warunkach długo utrzymywanych pozycji stanowiły często jedyną nić łączności między oddziałami. Gołębie nie tylko służyły w armiach, nie tylko otrzymywały żołd i wysokie odznaczenia bojowe (takie jak Cher Ami – ptak służący pod rozkazami Amerykanów, który został uhonorowany francuskim Croix de Guerre za odbycie dwunastu lotów pod ostrzałem nieprzyjaciela). Miały także swoje uprawnienia kombatanckie po wojnie, stopnie wojskowe oraz pogrzeby z pełnym ceremoniałem. Wojsko niemieckie powszechnie korzystało z gołębiej łączności, ale eksperymentalnie umieszczało także na ptakach miniaturowe aparaty fotograficzne, by gołąb podczas lotu mógł prowadzić rozpoznanie lotnicze. Gołąb znajdował się i na pokładzie samolotu, i w głębinie oceanu – razem z marynarzami łodzi podwodnej. Na międzywojennym Śląsku gołąb stał się także nośnikiem życia społecznego. Wysyłanie pocztowych ptaków na lot (zwany flugiem) wiązało się z licznymi spotkaniami, nerwowym oczekiwaniem a nawet stosowną etykietą, która nakazywała zwrot gołębia, który wylądował w zagrodzie sąsiada. Choć gołębie podbiły serca mieszkańców Górnego Śląska, nie sposób wspomnieć o innych ptakach często tu spotykanych: papugach, kanarkach czy międzygatunkowych basztardach zamieszkujących powieszone w pokojach klatki. Gołąb wziął udział w licznych poetyckich metaforach: takich jak los emeryta Habryki z filmu Kazimierza Kutza „Paciorki jednego różańca” (1979). Stary górnik stawia zdecydowany opór, gdy przychodzi mu porzucić dom zaplanowany do wyburzenia na rzecz mieszkania z wielkiej płyty; woli tradycyjną izbę z antryjem i swoje gołębie. Oparty na prawdziwych przeżyciach rodzinnych samego reżysera obraz miał poważne kłopoty z socjalistyczną cenzurą. Kutz w wielu innych przejawach swojej twórczości również śląskie ptaki wspomina: o wyjeździe swoich rówieśników do szkół mówi, iż wyfrunęli jak gołębie na lot. Choć wielkoprzemysłowe budownictwo faktycznie ograniczyło hodowlę na Górnym Śląsku, do dziś przetrwało na wsiach i przedmieściach. Nawet mieszkańcy miast niechętnie reagują na urzędowe zakazy dokarmiania ptaków na rynkach, problemy były nawet przy wprowadzaniu zakazu hodowli gołębi w bezpośredniej bliskości Portu Lotniczego w hodowcy gołębi to środowisko hermetyczne i niechętnym okiem patrzące na amatorów trzymających ptaki tak po prostu. Nie lubią, gdy nazywa się ich „gołębiarzami”, choć kulturowo słowo to jest całkowicie uzasadnione. „Gołębiarz” ich zdaniem to albo taki jastrząb (accipiter gentilis), albo amator, który nie startuje w zawodach i nie dba o rozwój swojego stada. Hodowcy mają też swoje tajemnice: uważają, że o sukcesie we flugu w połowie decyduje dobrze urządzony gołębnik, w jednej czwartej – wiedza i doświadczenie właściciela ptaka, w jednej czwartej – sam ptak. Nic dziwnego, że siedziba Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych znajduje się w Orzeszu na Górnym Śląsku, zaś jedna piąta całej organizacji to osoby mieszkające w województwie śląskim. Posiadają oni łącznie kilkaset tysięcy okazów, choć oczywiście są jeszcze gołębie nigdzie nie zrzeszone oraz ptaki wolne wchodzące w skład urbifauny śląskiej. Pan Andrzej, katowicki hodowca, o gołębiach może mówić w nieskończoność, niezwykle zajmująco Fot. Marzena BugałaGdyby stworzyć listę najbardziej charakterystycznych ikon śląskiego krajobrazu, to oprócz familoków, kopalnianych szybów i hutniczych kominów na pewno nie zabrakłoby na niej również gołębników. Gołębniki pojawiły się na Śląsku z początkiem XX wieku, ale prawdziwy boom przeżyły dopiero po I wojnie światowej. Dlaczego akurat wtedy? Wedle jednej hipotezy zwyczaj ów rozpowszechnili pracujący w niemieckiej Westfalii Ślązacy, którzy po zakończenie wojennej zawieruchy zdecydowali się wrócić w rodzinne strony. Nie brakuje też opinii, że tradycje tą przeszczepili na nasz grunt żołnierze, którzy w mundurach niemieckiej armii podczas wojny służyli na terenie Belgii. Która wersja jest prawdziwsza, tego nie rozstrzygnie już nikt. Faktem jest natomiast, iż Ślązacy zapoczątkowali historię polskiego gołębiarstwa i do dziś utrzymują prymat wśród rodzimych hodowców, choć los ich nie rozpieszczał. W czasie II wojny światowej hodowla gołębi została zakazana ze względów wojskowych, także zresztą w Polsce do lat 50. hodowcy podlegali formalnie wojsku i ministerstwu spraw wewnętrznych (dla armii gołąb był potencjalnym środkiem łączności). Ostatnie lata to czas żałoby i leczenie ran po katastrofie hali MTK w Katowicach. Widok krążących na niebie "osieroconych" ptaków, bądź wypuszczanych podczas pogrzebów ich tragicznie zmarłych właścicieli trafił do wszystkich serwisów informacyjnych w Polsce. Teraz przed hodowcami kolejna, kto wie czy nie najtrudniejsza próba - próba czasu. Ich grono systematycznie bowiem się kurczy. O ile kiedyś tradycja przechodziła z ojca na syna, to dziś coraz wyraźniej staje się domeną starszego pokolenia. - U nas w oddziale na ponad 140 hodowców tych poniżej 30-tki mogę policzyć na palcach jednej ręki. Mija pewna epoka i powoli dochodzimy do schyłku hodowli gołębi na Śląsku - nie ukrywa pesymizmu Piotr Barteczko z Rudy Śląskiej. On sam od dziecka wiedział, że chce mieć swój Przejąłem tą miłość od ojca, górnika z kopalni Walenty Wawel. Kiedy jednak doznał ciężkiego wypadku na dole i w beznadziejnym stanie leżał w szpitalu sam nakazał, by zlikwidować jego gołębnik. Powiedział: ja odchodzę i nie będzie miał się kto zajmować ptakami. Brat spełnił wolę ojca, ale Bóg czuwał nad nami i nie dał ojcu umrzeć. Zacząłem go więc namawiać, by pozwolił mi prowadzić mój własny gołębnik. Nie dawało mi spokoju, że wszyscy wokół hodują gołębie, a ja nie. I w końcu dopiąłem swego - wspomina historię sprzed pięćdziesięciu lat osiedla Nikiszowca, Giszowca, Rudy Śląskiej, Zabrza czy innych śląskich miast były w tych czasach prawdziwą krainą gołębi. Ptaki trzymane były na strychach familoków lub na dachach przydomowych chlewików. Kto miał ogródek budował gołębnik przy "laubie". Gdy nadchodził sezon lotów (od maja do sierpnia) hodowcy potrafili całymi dniami przesiadywać przy gołębniku czekając na powrót swych ulubieńców (chodziło o to, by zaraz po przylocie odbić na zegarze godzinę powrotu ptaka, dziś w dobie chipów i elektronicznych zegarów wygląda to już zupełnie inaczej). Pod swoją pasję ustawiali życie zawodowe i rodzinę. - Tylko ja wiem ile musiałem się nagimnastykować, żeby jakoś dopasować pracę w systemie zmianowym w straży pożarnej z terminami lotów. A ile razy bywało, że rodzina jechała na wakacje, a siedziałem w domu, bo akurat były zawody. Nie mogłem jednak inaczej. Wyssałem tą pasję z lekiem matki. Gołębie hodował mój dziadek w czasie okupacji, ryzykując "czapą", potem mój ojciec, brat i bratanek - wylicza Andrzej Kostorz z katowickiego Giszowca. - Moja żona w pewnym momencie postawiła mi ultimatum: albo ja, albo gołębie. Wybrałem żonę, ale kiedy przeszedłem na emeryturę znowu wróciłem do hodowli - śmieje się Piotr wspomnień hodowców można by złożyć niezłą kolekcję anegdot. Kto z podróżujących nad morze wczasowiczów mógł przypuszczać, że na końcu składu jadą dwa wagony z gołębiami, które za flaszkę zaprzyjaźniony kolejarz doczepił do pociągu na stacji w Chebziu, by wypuścić je w Gdyni? Który z węglowych bonzów w czasach gdy śrubowano normy wydobycia domyślał się, że gołębniki zainstalowano nawet na kopalnianych szybach wentylacyjnych? Hodowców nie zniechęcały żadne przeciwności Potrafiłem wieźć klatkę z gołębiem wypchanym do granic możliwości autobusem komunikacji miejskiej. Ledwie udało mi się do niego wepchnąć. Położyłem klatkę na siedzenie i gdy na chwilę odwróciłem się, by skasować bilet jakieś wielgachne babsko siadło na to siedzenie. Niemal wyszarpałem ją z fotela, ale już było za późno na ratunek. Tak zginął gołąb, na którego czekałem cztery miesiące - wspomina Andrzej lat 70. kiedy osiedla familoków zaczęły zastępować blokowiska z wielkiej płyty gołębniki znalazły się jednak w defensywie. Z "placów" zniknęły chlewiki, zaś na trzymanie hodowli na strychach wieżowców nie było już zgody. - A że na kupno działki nie każdego stać, więc grono hodowców zaczęło się kurczyć - dopowiada Piotr Barteczko. Im bardziej zresztą pytamy hodowców o współczesność i perspektywy na przyszłość, tym częściej pojawia się kwestia pieniędzy. Pielęgnowany przez wielu obraz starzyka, który paląc fajkę siedzi na ławeczce przed familokiem i spogląda w niebo wypatrując swych gołąbeczków już teraz ma się nijak do rzeczywistości, a za kilkanaście lat prawdopodobnie definitywnie odejdzie do historii. - Niech nikt się nie łudzi, że to jeszcze jeszcze sport. To jest cały przemysł, a ludzie zajmujący się tą profesja to coraz częściej prawdziwi zawodowcy, których interesuje przede wszystkim wynik. Emeryta, który ma 800 złotych na miesiąc po prostu nie stać, by na równych szansach brać w tym udział. Jeśli ktoś myśli, że starczy nasypać gołębiowi pszenicy, a ten dobrze poleci w zawodach, ten się grubo myli - rozwiewa złudzenia Andrzej dziś prowadzenie gołębnika bardziej przypomina pracę trenera lekkoatlety aniżeli sposób na odpoczynek po szychcie. Z ptasiego jadłospisu zniknęła kukurydza czy jęczmień - zastąpiły je profesjonalne mieszanki, każda na inną okazję. Inna na czas pierzenia, inna na zimę i jeszcze inna na loty. W porównaniu do tradycyjnej karmy radykalnie inne (czytaj: o wiele droższe) są też ceny tych specyfików. Podobnie jak w rywalizacji ludzi, tak tutaj pojawił się też doping. Już samo kupno dobrego gołębia może zresztą nieźle "przewietrzyć" portfel - za ptaka można wyłożyć kilkaset złotych, ale zdarza się, że kilka sztuk kosztuje tyle, co samochód (do legendy przeszły już opowieści jak to niemiecki hodowca podczas wystawy we Wrocławiu wydał na jednego gołębia równowartość niezłej klasy mercedesa). Listę wydatków uzupełniają koszty szczepień (jednostkowa cena nie robi wrażenia, ale przy liczącym kilkadziesiąt lub kilkaset sztuk hodowli zaczyna to wyglądać nieco inaczej) i wydatki związane z samym udziałem w locie. - Gdyby podliczyć ile przez te wszystkie lata wydałem na tą pasję, to niejedne piękne wczasy bym za to kupił - przyznaje Piotr Barteczko.